Warsiaskie l (eL)

Share

Gwary miejskie różnią się od wiejskich, ponieważ są bardziej zróżnicowane pod względem społecznym i zwykle miały na nie wpływ inne języki. Cechą wyróżniającą jest ich dynamizm, innowacyjność, a gwarom wiejskim zwykle przypisuje się konserwatyzm, zasiedziałość. Coś w tym jest. Pisaliśmy o styku dialektalnego podłoża mazowieckiego i żywiołu miejskiego, które zaowocowało warszawskim, a właściwie warsiaskim sz, ś i wartościami pośrednimi. Dziś znalazłem przepiękny cytat o warsiaskim l — jak lalastolycabal. Cytat ze Złego Leopolda Tyrmanda:

„Na ogół sądzi się mylnie, że najbardziej charakterystyczna dla Warszawy wymowa polega na zmiękczaniu głoski „sz” do „ś”. Rzeczywiście – akcent warszawski zawiera w sobie i tę osobliwość; jednak głoską, po której warszawiak nieomylnie rozpozna warszawiaka, jest litera „L”. Warszawskie „L” ma dźwięk owiniętego w flanelę metalu. Słowo „obywatel” zabrzmiało w ustach Dziarskiego tak, że nikt z ludzi, urodzonych pomiędzy Olszynką Grochowską a Cmentarzem Wolskim i Bielanami a Służewcem, nie mógłby mieć najmniejszych wątpliwości, że stoi przed nim rodak, krajan, ziomek i pobratymiec.

To świetny cytat. Potrzeba tylko dobre ilustracji dźwiękowej, ale jej się nie udało znaleźć.
Cytat powyższy z Tyrmanda przypomniany został w Rzeczpospolitej, w artykule Bartosza Klimasa Syreni zaśpiew.
Ciekawa jest sprawa zdrobnień. Z powodu rozdzielenia granicą zaborów znajomość mowy krakowskiej w Warszawie i warszawskiej w Krakowie nie była powszechna. Być może na przełomie XIX i XX wieku mieliśmy ogólnopolską, ze szczególnym uwzględnieniem lokali gastronomicznych zmianę polegającą na wprowadzaniu zdrobnień jako sygnału grzeczności i usłużności w relacji do klienta:

Już wtedy badacze zwracali uwagę na warszawską manierę zdrabniania słów. Według Walerego Przyborowskiego („Stara i młoda prasa. Przyczynek do historii ojczystej – kartki ze wspomnień dziennikarza”, wyd. 1897 r.) miało to, zdaniem mówiących, przydać ich słowom elegancji. I można pomyśleć, że przydaje do dziś, bo wciąż zamawia się śniadanka i obiadki, kawki i herbatki, ćwiarteczki i kieliszeczki.

Bo przecież są tacy, którzy przysięgają, że zdrabnianie jest krakowskie. Ja wspominam kebabik i bodaj nawet kebabiczek, ale może mi się z suróweczką tylko pomieszało.

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *