Archiwa tagu: fonetyka

Jakiej transkrypcji fonetycznej używać?

Share

W naukowo uprawianej dialektologii polskiej (z pomorską), wciąż konstytuowanej przez wielkie zakresowo i ilościowo dzieła Kazimierza Nitscha, oczywiste wydaje się stosowanie transkrypcji fonetycznej nieco na wyrost nazywanej slawistyczną, ale na pewno można ją nazywać polską transkrypcją slawistyczną.

Gdy się bliżej przyjrzeć publikacjom dotyczącym różnych języków, dialektów i gwar słowiańskich, odnajdziemy liczne „dialekty” transkrypcyjne, które niegdyś mogły być przynajmniej częściowo ustępstwami wobec braku określonych czcionek w drukarniach, potem w komputerowych fontach. Dziś zaś częściej spotykamy się z tekstami popularyzującymi wiedzę (więc zawierających zapisy w jakiś sposób poupraszczane, dostosowane do przyzwyczajeń czytelników niewykwalifikowanych).

Z tego powodu wydaje się teoretycznie słuszne stosowanie transkrypcji międzynarodowej. Problem polega na tym, że uczy się jej głównie na filologii angielskiej, a absolwenci takich studiów lepiej znają fonetykę i fonologię angielską niż polską. Co dopiero mówić o niuansach dialektalnych? Dochodzi więc do nieporozumień komunikacyjnych w obiegu, który jako naukowy powinien być niezakłócony.

Nie piszę tu studium, więc podaruję sobie przykłady, bo kto zna sprawę, nie będzie miał z tym kłopotu. Jest to wpis blogowy, który mogą przeczytać ci, którzy go zrozumieją, a przykłady podstawią sobie sami. Zamieszczę jedną ledwie ilustrację, która pokazuje, jak daleko nam do porozumienia, jak w komunikacji naukowej mogą powstawać emocje uniemożliwiające dialog. Mnie zniechęciła taka wypowiedź, która w założeniu miała „oświecać” fonetycznie i „umiędzynaradawiać” polską naukę (jakby nie było „żółtej” fonologii, a nawet skryptu J. Tambor i D. Ostaszewskiej). Gdy taki tekst zaczyna się od irytującej formy składniowej, dla części czytelników, w tym mnie, idea tekstu, czasopismo, jego redakcja, jego recenzenci, a w drugiej kolejności autorzy — tracą wiarygodność.

Chętnie bym zobaczył międzynarodowy zapis fonetyczny tekstów sądeckich czy limanowskich. A może jestem zapyziałym prowincjonalnym ignorantem, który utknął w epoce Nitscha i Klicha?

Godać to czasownik testujący

Share

Jest czasownik bardzo powszechny, oznaczający mówienie, gadać, w wielu systemach językowych nazywanych gwarami polskimi, brzmi on mniej więcej godać, ale niekiedy warto go zapisać w wersji gádać. Znak á bliższy jest pierwotnym, wyjściowym formom, daje też możliwość wymówienia w inny sposób. Nie wiedzieć czemu, wykładają się na nim dziennikarze, także ci, którzy przyjaźnie chcą zrelacjonować jakieś wydarzenie związane z mówieniem lokalnymi odmianami językowymi. Na przykład Norbert Woźniak, piszący o wizycie Juliusza Kubla (było tu o jego Księciu Szaranku) w Dusznikach i występie miejscowej grupy śpiewaczej. Pozwoliłem sobie na zaznaczenie, gdzie błąd:

Godali, nie godoli!

Jo godom, on godo, on godoł, ona godałagodać trzeba poprawnie.

W każdym razie w gwarze dusznickiej i w gwarze poznańskiej, a bodaj w całym dialekcie wielkopolskim w pierwszej osobie czasu przeszłego w rodzaju męskoosobowym występuje forma godali, nie godoli.

Możemy strawestować znany walczyk o kalinie, tylko zamiast sadzenia, podlewania i ścinania byłoby wypaczanie odmiany. Słaba trawestacja? No pewnie, bo daleko mi do doskonałości mowy ludu.

Czasownik godać,
trzeba nim włodać
.
Kto go nie umie dobrze odmieniać,
Niech nie używa!