Archiwa tagu: dialekty

Samogłoski pochylone

Share

Nie ma ich, a jeśli są, to zwykle nie są tym, co tak nazywamy. Po tym  zachęcającym wstępie do trudnego zagadnienia przypomniałem sobie, że już kiedyś o nich pisałem. Faktycznie:

Sprawa ma swój początek w XVI wieku, kiedy to powstały w języku polskim tzw. samogłoski pochylone: istniały pary „jasnych” i „pochylonych” samogłosek a, e, o. Język ogólny rozwijał się i ewoluował, a mowa ludności wiejskiej (wówczas także szlachty) szła swoim torem.

W języku ogólnym samogłoski pochylone zanikły i zidentyfikowały się z jasnymi. Przestano je zaznaczać w piśmie (najwcześniej zniknęła para á i a). W gwarach zaś różnice te w różnym stopniu i zakresie trwają do dziś. I tak w części Małopolski i Mazowsza dawne a pochylone brzmi jak dźwięk pośredni między [a] i [o], ale częściej jak [o], dawne zaś e pochylone to w w południowej Małopolsce i na Śląsku najczęściej [y]. Obserwujemy to w wielu wyrazach, dość regularnie w niektórych formacjach słowotwórczych i formach fleksyjnych. Aby porównanie było czytelne, trzeba wskazać formy wspólne konkretnej gwarze i językowi ogólnemu. I tak na przykład:

ogpol. trawa – młp. trowa
ogpol. ptak – młp. ptok
ogpol. słucha (3. os. l.poj.) – młp. słucho
ogpol. mleko – płdmłp. i śl. mlyko
ogpol. świeca – płdmłp. i śl. świyca

To ostatnie trudne jest do wymówienia dla kogoś, kto zna tylko polski język ogólny, ale takie są fakty.
Podane wyżej przykłady nie wyczerpują wszystkich kontekstów, w jakich mogą występować różnice. (Źródło)

Ale w amatorskich opisach gwar (oraz w niektórych wypowiedziach uczonych, którzy niedostatecznie przemyśleli, co piszą, bądź świadomie używają zmodyfikowanej terminologii, ale nie podzielili się przyjętą definicją z odbiorcami) pojawiają się „samogłoski pochylone” na oznaczenie głosek, które nie mieszczą się w podstawowej definicji. Gdy ta sama głoska, np. [ů] / [ȯ] jest wynikiem innych procesów niż ewolucja dawnych samogłosek długich [np. *ō].
Gdy w jakimś systemie językowym (gwarze) występuje na przykład forma kóń albo i kunie (przez u), to ja tu bym się wzbraniał przed mówieniem o o pochylonym, bo tu długości raczej nie było, lecz na samogłoskę [o] oddziałało sąsiedztwo nosowego [ń].
Jeśli to nie jest zrozumiałe, to przy jakiejś okazji będziemy to zgłębiać. Proszę pisać do mnie.


Pomocne i dostępne źródła: np. http://www.gwarypolskie.uw.edu.pl/index.php?option=com_content&task=view&id=120&Itemid=58, ale wielkopolskie któ i stódoła chybaby trzeba szerzej skomentować.

Gwara bydgoska — uwagi, pytania, sprostowania

Share

Bydgoska Gazeta Wyborcza rozmawia z młodym miłośnikiem i popularyzatorem gwary bydgoskiej Damianem Karaszewskim.

Ale najlepszym efektem i impulsem zarazem jest sprzężenie pamięci pokoleń starszych i dynamizmu oraz usieciowienia pokolenia młodszego. Dzięki temu dostajemy nowe słowa lub mocne, pozaliterackie potwierdzenie znajomości słów już niegdyś notowanych:

Który z maili od internautów zrobił na tobie największe wrażenie?

– List od pani Danuty, starszej kobiety, która zna naprawdę mnóstwo gwary, właściwie to pisała mi wspomnienia gwarą, którą pamięta z dzieciństwa, czyli okresu powojennego. Przeczytam kilka zdań od niej: “W kuchni był szelbąg (szafka), zydel (krzesło), ruczka (taboret). Stała też centrofuga (do oddzielania mleka i śmietany) oraz w kiżance robiono masło. Garnek był przykryty deklem (przykrywką), a na durszlaku (cedzaku) stały nudle (makaron). Mania heklowała i sztrykowała jaczki (szydełkowała i wiązała na drutach kaftaniki). Babcia lubiła rajzować (podróżować), a Bronia klaftować (plotkować). Jadzia na głowie miała krużawe klatry (kędzierzawe włosy). Lucek zmarł na herszlag (zawał). W oknie były gardinki (firanki). Janek nafutrował (nakarmił) zwierzęta i miał fajrabent (wolne)”.

Niesamowite. Ale bez tłumaczenia nie zrozumiałabym połowy. 

– Coraz więcej takich słów. Perpentynkiel, czyli wahadło, plachandrować, czyli włóczyć się bez celu, czy lajsnąć – pozwolić sobie na coś, szarpnąć się – tak mówiły nasze babcie, my – już nie.

Lokalna duma to rzecz ważna, ale to nieprawda, że bydgoszczanie chodzą do sklepu za winklem. Podobnie nie tylko w Bydgoszczy łapie się taryfę.

Śmiało jednak polecam lekturą wyżej podlinkowanego wywiadu.

Ciekawy jest quiz, zamieszczony również na stronach Gazety.

Oczywiście wart uwagi jest też blog pana D. Karaszewskiego.