Archiwa tagu: Bukowina Tatrzańska

Dialektologia a eschatologia 11 lutego

Share

Niby dwie sprzeczne perspektywy — dialektologia zajmuje się językowym tu i teraz, ściśle się wiąże z ziemią, z konkretnym terytorium i obecnym czasem, lubi badania terenowe; eschatologia zaś zajmuje się rzeczywistością poza czasem lub po końcu czasów, poza ziemią, w rzeczywistościach ostatecznych, zwanych niebem i piekłem.

Perspektywy te połączył Marek Szołtysek, znany rybnicki pisarz, autor poczytnych książek o Górnym Śląsku w rozmaitych kontekstach historycznych i kulturalnych, występujący w mediach, gdzie zapoznaje widzów, słuchaczy i czytelników z regionalnymi ciekawostkami, dumny absolwent KUL. Szerokie spektrum jego działalności wydawniczej i medialnej można poznać z jego strony internetowej.

Dziś jednak pragnę zwrócić uwagę na jego tekst o Bernadetcie Soubirous, której się w  1858 roku opodal Lourdes objawiła Pani. „Bernadka dzieweczka, szła po drzewo w las…” — jak głosi w wielu językach pieśń lurdzka. I tu zaczyna się kwestia językowa. Bowiem

Matka Boska powiedziała: Ja jestem Niepokalane Poczęcie, ale nie wypowiedziała tego w oficjalnym ogólnopaństwowym języku francuskim – Je suis l’Immaculee Conception, ale właśnie w używanej w Lourdes gwarze bigourdan i zabrzmiało to następująco – Que soy era Immaculada Councepciou. [Źródło]

Gwara bigourdan? Cóż to takiego? We Francji, która uprawia unifikacyjną politykę językową, rzadko wspomina się o obywatelach zamieszkujących jakieś tereny od wieków, a na co dzień bynajmniej nie mówiących po francusku według paryskiego i szkolnego wzorca. Pirenejski region Bigorre należy do językowego obszaru okcytańskiego (inni piszą: osytańskiego), bliższego językowi katalońskiemu, jeśli wolno takie porównania snuć (w blogu wolno). W tym dużym obszarze region Lourdes włączany jest do dialektu gaskońskiego, a mowę mieszkańców Bigorre można, stosując polskie pojęcia, nazwać gwarą. Najciekawszym pisarzem tamtego regionu był Miquèu de Camelat. Można o nim poczytać w okcytańskiej Wikipedii.

Marek Szołtysek idzie jednak dalej. Zachowanie językowe objawiającej się Postaci ekstrapoluje na relacje komunikacyjne w rzeczywistości określanej mianem nieba.

Można też wnioskować, że skoro Matka Boska mówiła w pirenejskiej gwarze bigourdan, to w niebie mówi się po pirenejsku, i wszystkimi innymi językami, dialektami, etnodialektami, gwarami i narzeczami świata, czyli po śląsku też.

Nie miałem okazji skonsultować tego z teologami, ale obawiam się, że główna ich narracja brzmi, że w niebie przekleństwo wieży Babel, pomieszanie języków, zostanie pokonane, a komunikacja będzie się odbywać na poziomie czysto duchowym/intelektualnym, pojęciowym, a nie za pomocą ziemskich języków. Jeśli jednak dobrze rozumiem spekulację rybnickiego polihistora, szedłby on drogą taką: skoro istnieje rzeczywistość cielesna w niebie (ciało uwielbione), to może i języki te najbardziej nasze, bliskie i zrozumiałem istnieją, lecz nie w konflikcie z innymi, bo nie stanowią bariery, tylko są jedną z cech, które człowiek zabiera do nieba z ziemi.


Piszę to w Bukowinie Tatrzańskiej podczas Góralskiego Karnawału. Jeśli w niebie panować będzie językowa pojednana różnorodność, to pół biedy. Tymczasem jednak wydaje się, że wszyscy tu są przekonani, włącznie ze mną, że Święta Rodzina, a co dopiero pasterze, raczej mówili po góralsku, z pewnymi cechami ogólnostaropolskimi.

Po nartach na kulturę. Bukowina i Krempachy

Share

Kto jest na zimowych wywczasach w góralskich lasach, to jest na kwaterach, w pensjonatach, hotelach czy agroturystykach, nie musi szusować do zamknięcia stoków. Mam dziś dwie propozycje kulturalne, oczywiście związane z dialektologią, a w ściślejszym sensie z gwarą prezentowaną na scenie.

Bukowina Tatrzańska (Podhale)

19 stycznia na scenie Bukowiańskiego Centrum Kultury „Dom Ludowy” (przez warszawiaków chyba zwanego „ludówką”) będzie można obejrzeć występ zespołu „Zawaternik” z Leśnicy-Gronia.

A co znaczy słowo zawaternik? Spytajcie na miejscu. Związek z watrą wydaje się wyraźny, więc harcerze już powinni kojarzyć.

Krempachy (Spisz)

Krempachy (tak wpiszcie do GPS) to miejscowość w sąsiednim regionie — na Spiszu. Tamtejsza gwara góralska różni się od podhalańskiej zakończeniem czasowników na –uwać, a nie –ować i wyrazistym końcowym –f, tam gdzie w większości gwar podhalańskich jest –(szczegóły geograficzne w artykule Zbigniewa Gołąba) w miejscu ogólnopolskiego –ch. Może też da się usłyszeć prawdziwe ł. Zresztą, wybiercie sie 28 stycnia (januara) do Krympof, to usłyszycie. Oprócz krotochwili z życia małżeńskiego nie bez elementów manipulacji i metafizyki (samo życie!) będzie można obejrzeć popisy taneczne zespołu regionalnego „Zielony Jawor”. I weźcie jaki dudek, coby go rucić do kapelusa (honorarium dla artystów i organizatorów jest także sprawą honoru Gości — tłumaczenie międzykulturowe).
Zielony Jawor, Hartazel na babe

Ten hartazel to rodzaj medeciny, choć dosłownie… (spytajcie Gazdów, u których mieszkacie), a i w Krympachaf  chętnie Wam powiedzą.
Męskie rozterki są uniwersalne. Pani Maria Wnęk tak je opisuje:

Ej to świyntom  prowde chłopy godajôm,
Ze bez baby źle, ale z babôm, jesce gorzyj majôm.


Narciarze i Zimnicy (zimowa odmiana letników)! Zachęcam. Po nartach na kulturę ludową, a potem kultura biesiadna czy co tam chcecie.