Archiwa tagu: Bodzentyn

Dyktando świętokrzyskie 2018

Share

Może się Echo Dnia, źródło niniejszej informacji, nie obrazi, że całą niemal notkę tutaj przytoczę. 3 marca 2018 roku odbędzie się już po raz drugi świętokrzyskie dyktando. Pojechałbym, ale rodzina idzie na dyktando krakowskie, więc muszę zostać w stolicy.

Uczestnicy oprócz sprawdzenia swojej ortografii będą mogli również zapoznać się z tradycją, kulturą i obyczajami Gór Świętokrzyskich. Jak mówi Dariusz Skiba, burmistrz miasta i gminy Bodzentyn: – Dyktando jest wspaniałym nośnikiem kultury i obyczajowości, które do dnia dzisiejszego funkcjonują na naszym obszarze. Oprócz sprawdzenia samego siebie będzie można również zapoznać się z wieloma regionalnymi ciekawostkami – mówi. W wydarzeniu wziąć mogą udział mieszkańcy regionu, ale także województwa.
– To nie tylko dobra zabawa, lecz także wyraz troski o nasz region – mówi Wojciech Kózka, członek Stowarzyszenia Przyjaciół Świętej Katarzyny i Doliny Wilkowskiej. Dyktando odbędzie się w sobotę, 3 marca w świetlicy wiejskiej w Wilkowie o godzinie 12. Organizatorami wydarzenia są Urząd Miasta i Gminy w Bodzentynie, Miejsko-Gminne Centrum Kultury i Turystyki w Bodzentynie oraz Stowarzyszenie Przyjaciół Świętej Katarzyny i Doliny Wilkowskiej.

Dyktando w gwarze świętokrzyskiej — świetna metoda promowania, wskrzeszania, oswajania, przywracania do łask, destygmatyzowania języka ludzi, którzy żyją tu od wieków. Tak, od wieków. Pisał o tym z wielkim zacięciem miłośnik języka Stefan Żeromski.

Unikając życia, dość zgiełkowego, które się wytwarzać zaczęło wokół klasztoru świętego Krzyża, eremici, czyli ludzie poszukujący dla siebie “życia ostrego”, uchodzili w coraz głębszą puszczę, poza najwyższą z gór, Łysicę. Dolina, która od stóp Łysicy rozciąga się aż do Zagnańska, a leży między górami — Łysicą, Strawczaną, Bukową i Klonową z jednej strony, a Kamieniem kraińskim, Radostową i Kamieniem mochockim z drugiej, zamknięta ze wszech stron, przerżnięta wodami Czarnej Nidy, co ze źródła świętego Franciszka na Łysicy wypływa, a bierze w siebie strumienie ze wszystkich gór okolicznych i, wyłamawszy ujście dla siebie między górami Radostową i Kamieniem mochockim, uchodzi ku Leszczynom — była wówczas pokryta jednostajnym głuchym borem, rosnącym na “gozdach”, mokradłach i smugach. Za mego dzieciństwa ta dolina, najściślejsza moja ojczyzna, pokryta była śladami dopiero co wytrzebionego lasu, wykarczowanych “odpadków” leśnych, albo pniakami po lesie niedawno wyrąbanym. Opowieść ludzka mówiła o starych borach, które okrywały sobą całą tę przestrzeń, jako o widowisku niedawnym. W wieku XV i dawniej, dolina ta była dzikiem, jednolicie leśnym, posępnym, zimnym, mokrym pustkowiem. Środek jej zajmowało uroczysko, zwane Wilków, dalej Ciekoty, Międzyrzecze. W pobliżu jedynej drogi, prowadzącej ze świata do dziedzin biskupich w Bodzentynie i Tarczku, była jakowaś osada Wzorki, świadcząca o pierwszej próbie worywania się w puszczę. Droga, którą można by nazwać biskupią, prowadziła ze stolicy tych stron i stolicy możnych arcykapłanów krakowskich, — z Kielc na ich dworzec myśliwski — Wolę Kopcową, przebywała rzekę Czarną Nidę w bród w miejscowości Cedzyna, i szła na Leszczyny, obok odosobnionej góry, wysuniętej na południe z łysogórskiego pasma, a noszącej nazwę Stróżna, do Krajna, rozległej wsi biskupiej. Tu teren gwałtownie podnosił się w górę, a droga wdzierała się na przełęcz górską pod Łysicą, zniżała się ku owym Wzorkom i wilgotną doliną między górami Strawczaną a Łysicą zmierzała do Bodzentyna. Ażeby dziś przebyć tę drogę, trzeba być przyzwyczajonym do dróg polskich, mieć zdrowe kości i nerwy, gdyż i dziś na niej źle osadzone w zębach plomby wylatują. Za czasów biskupa Lamberta, który z królewiczem Emerykiem miał nieść z Kielc drzewo Krzyża Świętego na Łysiec, był to, zapewne, korzenisty i pełen wybojów szlak wśród puszczy. W miejscu, gdzie dziś stoi klasztor świętej Katarzyny, drogi rozwidlają się: jedna dąży w stronę Bodzentyna, a ślad drugiej wdziera się na samą górę Łysicę. I dziś jeszcze można rozpoznać w lesie kierunek drogi, idącej w zakosy ku szczytowi góry, a później jej grzbietem aż do świętego Krzyża na Łyścu. W tym rozwidleniu dróg od niepamiętnych czasów stał jakiś dom dla pielgrzymów oraz kaplica. Tutaj także musieli się przytulić eremici świętokrzyscy.

Od czasu rewelacyj Brücknera i zachwytów Żeromskiego w Snobizmie i postępie czasu niemało upłynęło, a badacze Kazań świętokrzyskich, poznańscy pod wodzą Tomasza Miki i inni, wiele napisali o genezie zabytku. Spójrzmy na te cudem zachowane w postaci pasków teksty artystyczne i archaiczne.

Żeromski sądził, że współczesna mu gwara okolic Świętego Krzyża (Łyśca) kontynuuje tę samą średniowieczną materię kazań. Dlatego porównywał:

Czy w dzisiejszej gwarze wsi Krajna, Wzorków, Święta Katarzyna, Wilkowa, których ludność do tegoż kościoła stale uczęszcza, nie została którakolwiek z tych dawnych form mowy? Mam tę gwarę w uchu z dzieciństwa i młodości, jest to moja mowa, która każdą myśl i czucie osnuwa sobą, lecz dawno żywo brzmiącej nie słyszałem, to też nie mógłbym dać odpowiedzi. Muszę się posługiwać słownictwem pilnego zbieracza mowy, obyczajów, pieśni podań i wierzeń kieleckich, ks. Władysława Siarkowskiego. W mowie ludowej tamtejszej ten zbieracz notuje takie wyrażenia, jak — “ty koni jesce ze stajnie nie wysły, — ty co nocowały wyjechały ju”, analogicznie do “ty to króle” z “Kazań Świętokrzyskich”. Formy stare w mowie ludowej, jak: “wołałemzem ciebie, aby przysedeś do domu, wywałkowałamzem” — profesor Lucjan Malinowski tłumaczy, jako starą formę, złożoną z imiesłowu wołał, ze słowa posiłkowego jeśm, do którego dodano po raz drugi jeśm. Jest to więc w ludowej wymowie podane: wołał jeśm że jeśm. Używanie czasu zaprzeszłego: “poszed tatuś beł wczora z nam, — liczby podwójnej — wa, naju, waju, nama, wama — “żeby wa nie znalazła, dla waju, z wama. Starymi zdają mi się być takie wyrażenia, jak — nikiedy w znaczeniu nigdy, — dowolnie w znaczeniu dostatecznie, — lichy w znaczeniu słaby, biedny (lichota — bieda w Kazaniach), barsy — gorszy, — białogłowa, — okrzyk potwierdzający biedyć-ta! (bie-dyć-tak!)

A o czym pamiętać na dyktandzie? Między innymi o tym, żeby się nie włączała „autokorekta” dopisująca ogonki przy literach. O ile mnie bowiem pamięć nie myli, w Górach Świętokrzyskich odpowiednikami ogólnopolskich ę i ą zazwyczaj są e i o — samogłoski bez rezonansu nosowego. Mówi się więc: pod Świetym Krzyzem, zob mi sie ruso. Kto przyjedzie lub przyjdzie  świętować swoją językową świętokrzyskość, na pewno nie pożałuje.