Rektor UJ rozmawia z krową

Share

Temat oczywiście dialektologiczny. Bo czy Wy wiecie, jak należy mówić do krowy? Dialektologia bada formy zawołań na zwierzęta. Jest to ciekawy dział, łączący leksykę z fonetyką, bo to nie tylko słowa, ale melodia, powtarzanie. Posłuchajcie, jak gospodyni woła kury, dając im jeść, albo jak baca woła owce. Nagrania chętnie przyjmę.Nie będzie tu żadnych współczesnych skandali. Wspomnimy Mieczysława Karasia (1924–1977), który pochodził ze wsi Przędzel w powiecie niżańskim.  Czy żyją jeszcze jacyś jego koledzy i czy opisano rzetelnie jego młode lata?

Mieczysław Karaś
Mieczysław Karaś

Będziemy zaglądać do licznych jego prac. Był bardzo dobrym językoznawcą dialektologiem i sprawnym organizatorem pracy naukowej — m.in. Pracowni Atlasu i Słownika Gwar Polskich w Instytucie Języka Polskiego PAN. Z tych powodów ciepło go wspominają jego uczniowie i współpracownicy, na przykład prof. Bogusław Dunaj:

Szczególnie ceniłem u Niego to, że mimo silnego zaangażowania w działalność partyjną nie wykorzystywał swojej pozycji do indoktrynacji. W kierowanym przez siebie zespole nie dzielił pracowników na lepszych (partyjnych) i gorszych (bezpartyjnych).

Znacznie mniej ciekawie rządy M. Karasia na UJ wyglądały w notatkach Karola Estreichera. Karol Estreicher

Wspominała jednak w pewnej kontrze do opinii ogólnej Teresa Stanek, że

Na wieść o śmierci zamordowanego przez służby bezpieczeństwa studenta UJ Stanisława Pyjasa kazał na budynku Collegium Novum zawiesić czarną flagę. Kiedy niedługo potem, zbliżając się do Collegium Novum, zauważył, że flaga jest ściągana z gmachu Collegium – dowiedziawszy się, że było to zarządzenie władz milicyjnych, z krzykiem: „Zmarł tragicznie student Uniwersytetu”, kazał ponownie zawiesić czarną flagę. Na pogrzeb Stanisława Pyjasa, który odbył się poza Krakowem, dał grupie studentów – jego kolegów – autobus Uniwersytetu.

W piątkowym krakowskim dodatku Gazety Wyborczej Andrzej Nowakowski wspomina takie oto zdarzenie:

Członek Kumitetu Cyntralnego PZPR rektor Mieczysław Karaś, dumny ze swojego oddolnego, robotniczo-chłopskiego pochodzenia, lubił gospodarsko wizytować ujotowskie gospodarstwo rolne w Polance Haller. Miałem ten przywilej, że jako reprezentant studentów zaplątałem się kiedyś w senacką świtę rektora. Wtedy po raz pierwszy dotarło do mnie, że rzeczywistość jest o wiele bardziej fascynująca niż najlepsza nawet literatura i że w zasadzie nie mam pojęcia, czym jest mój Uniwersytet.
Karaś w czarnym garniturze, z przypiętym do piersi medalem na wstążeczce, który właśnie za coś dostał, dumnie kroczy betonową, świeżo spłukaną aleją długiej smrodliwej obory, a z lewa i prawa srające krowy, kompletnie olewające rektorski majestat.
Rektor zatrzymuje się przy jednej z nich. Patrzy jednym okiem (drugiego nie miał) prosto w jej senne ślepia i mówi pieszczotliwie: – Mućka, Muuuućka, he, he. Cały profesorski orszak z uwagą przysłuchuje się słowom rektora. Z wyjątkiem Mućki, która jak raz zdefekowała, co rektor przyjął akurat ze zrozumieniem, czego w żadnym innym przypadku by nie zaakceptował.

I tu mamy dwa elementy zastanawiające. 1. Kumitet Cyntralny — czy to naśladowanie wymowy rektora Karasia? 2. He mówi się zwykle do krowy, by szła. A jeśli stała w boksie i zajmowała się swym dobrostanem jelitowym, to rzecz wymaga dalszych wnikliwych badań.
A jak Wy, Drodzy Czytelnicy, przemawiacie do krów w różnych okolicznościach?

Jedno przemyślenie nt. „Rektor UJ rozmawia z krową

  1. Ponoć opowiadał za swych rektorskich czasów kawał: Jaki jest szczyt bezczelności? Przyjść do rektoratu z wędką!

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *