Nowości gwarowe z Warsiawy

Share

Gwary miejskie zawsze mają związek z otaczającymi je terenami — Warszawa z różnymi częściami Mazowsza.

Tegoroczna, XV już edycja Warszawskiej Nocy Muzeów wprawdzie za nami, ale wciąż nie milkną echa „Wolskiej Nocy Varsavianistycznej” promującej historią i kulturę dzielnicy Wola pod hasłem „Wola – dzieje i folklor”. Wydarzenie zorganizowane „w iście warsiawskiem klymacie” przez Stowarzyszenie Gwara Warszawska we współpracy z wolską Biblioteką Publiczną przy Al. Solidarności 90, miało na celu przybliżyć mieszkańcom „korzenie” folkloru i historię dialektu warszawskiego, czyli gwary miejskiej języka polskiego występującej niegdyś w stolicy, zwaną potocznie „gwarą warszawską”.

Świetnie, że nas poinformował o tem Informator Stolycy. Zacytował też Panią, która objaśniała zainteresowanym, jak to z tą warszawską gwarą i jej tłem było.

Sięgając do annałów okazuje się, że narodziny tej odmiany języka przypadają prawdopodobnie na II połowę XVIII wieku. Początkowo mówiło się o gwarze dialektu mazowieckiego, obejmującego północno-wschodnią oraz środkową część Polski.
– I może dlatego, że gwarą dialektu mazowieckiego posługiwała się ludność migrująca do Warszawy z okolicznych wsi, był to najbardziej ekspansywny i zarazem najbardziej odrębny dialekt  [podkreśl. AC] spośród innych? – zastanawia się głośno Teresa Florczak, członek Stowarzyszenia Gwara Warszawska, prowadząca także quizy dla dzieci i dorosłych.

Ja bym był ostrożniejszy w mówieniu o tym, co jest najbardziej odrębne i od czego, bo w zależności od kryteriów branych pod uwagę udowadniano na przykład, że język Kaszubów w zasadzie niewiele się różni od mowy chłopów polskich (tak, zwłaszcza, gdy zsyntetyzowany Krajnę, Powiśle i może część Mazur). To jednak temat na inną dyskusję.

Mickiewicz o prowincjonalizmach

Share

Wyrazy i wyrażenia regionalne, zwane dawniej prowincjonalizmami, a dziś częściej regionalizmami, przedmiotem sporów publicystycznych i stylistycznych są od co najmniej dwóch wieków.

Przypomnijmy sobie choćby odpowiedź Adama Mickiewicz krytykom i recenzentom warszawskim.

Wśród najsłynniejszych Mickiewiczowskich prowincjonalizmów są duby smalone z programowej „Romantyczności”:

Uważam, że język polski wciąż może być wzbogacany przez wyrazy o ograniczonym początkowo zasięgu geograficznym. Trzeba pomyśleć na przykład o rzeczowniku pluralnym kocopoły (a może: kocopały). Podobno kiedyś sam Joachim Brudziński zamieścił pono na Twitterze:

Wygląda na to, że premier Tusk rzeczywiście uważa Polaków za stado baranów. Plecie te swoje kocopoły, licząc, że zamiecie kolejną aferę pod dywan. [SuperExpress, 2.07.2014]

Jeśli dobrze pamiętam, lubi to słowo również Paulina Mikuła, moja ulubiona językoznawcza wideoblogerka.

Już w 2006 roku użyła tego słowa w wywiadzie Anja Orthodox, wspominając swą bytność w programie Kuby Wojewódzkiego:

Anja: No ja tam przyszłam, powiedziałam parę pierduł i poszłam. Bo generalnie chodzi, żeby tam pierdzielić „kocopały”. W rzeczywistości to ja też zawzięcie usiłowałam tam mówić, o poezji, pięknie muzyki, o emocjach, o uczuciach. Zostało to odpowiednio zmontowane … Haha!  Powiedziałam swoje i poszłam. Zapomniałam o tym, on też myślę, że zapomniał. [muzyka.dlastudenta.pl, 31.01.2006]

Może Czytelnicy coś podrzucą.