Jan Paweł II i gwara

Share

Karol Wojtyła językowo ukształtował się w Małopolsce, ale także przez najwyższe wzorce polszczyzny scenicznej. W sytuacjach nieoficjalnych i familiarnych chętnie posługiwał się językowymi formami lokalnymi. Wspominał ojciec Jan Góra:

Nawet Jan Paweł II, którego o. Jan kochał i miał z nim “niesamowitą, osobistą relację” wiedział, że z pustymi rękoma nie należy go odprawiać. „Gdy spotykał się ze mną, mówił po krakowsku do ks. Stanisława Dziwisza „dej mu tam co”. W ten sposób dostałem buty, piuskę, a nawet szkaplerz papieża” – wspominał. (Źródło)

Najciekawsze były jego językowe wspomnienia młodości. Na czele z „przyjdą zaś”. Wspominał o nim prof. Jan Miodek:

Gwarowe, typowo małopolskie, ale już niedopuszczone do normy języka literackiego, były – zdarzające mu się – brzmienia “jezdem” oraz “dyrektór”, “profesór” (jestem, dyrektor, profesor) – tak jak za równie charakterystyczne dla regionu, z którego pochodził, należy uznać wychodzące z jego ust żartobliwe zwroty “a idźże, idźże” (często w wariantywnej wersji “a idźze, idźze”) czy “przyjdą zaś” (proszę znów przyjść, przyjdźcie znów). Ten ostatni zawsze bardzo mnie rozczulał, bo przypominał mi nieżyjącego już stryja, który przy każdym pożegnaniu ze mną nieodmiennie się posługiwał tą właśnie formułą.

Ładnie, lecz idźze to forma raczej niespotykana. W każdym razie ja słyszałem tylko idże lub idze.

Mnie się podoba wątek przezwisk, jakie istnieją między miejscowościami. Niech będzie i to wspomniane żartobliwe i uszczypliwe podkreślanie lokalnej specyfiki wspomniane pod patronatem Jana Pawała II, który przypomniał w 1999 roku:

Nazywali kalwarianów ogórcorzami, a wadowiczan  flacorzami… Żywczan  szczupakami… Sam smak.

Bogactwo polszczyzny w lokalnej formie autorytetowi i świętości nie wadzi. Doprawia ją przez zakorzenienie.

 

 

Dodaj komentarz

Twój adres email nie zostanie opublikowany. Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *