Archiwa kategorii: Teksty i komentarze

Dialekt dialektu, czyli terminologia

Share

Natknąłem się na urocza narrację dotyczącą nowoczesnego budownictwa, nowoczesnego mieszkania, nowoczesnego stylu życia, nowej miejskości i wielu innych pozytywnych rzeczy, o których ładnie umieją mówić urbaniści i marketingowcy. Cytat z „Rzeczpospolitej”:

– Joia Méridia to tzw. macrolot. Ma być spójną miejską wyspą, która łączy różne funkcje, dzięki czemu może zaspokoić różnorodne potrzeby swoich mieszkańców – podkreślają.

Nazwa nowej dzielnicy oznacza “przyjemność”. – Joia Méridia pochodzi z lokalnego dialektu nissarda, nicejskiej odmiany dialektu prowansalskiego – mówi Barbara Czerniawska reprezentująca Eiffage. – Zgodnie ze swoją nazwą, Joia Méridia ma się stać otwartą, przyjazną przestrzenią mieszkalną tętniącą życiem siedem dni w tygodniu, a zarazem sugestywnym przykładem miasta jutra. Realizacja stanowi flagowy projekt Nice Eco-Vallée (Ekologicznej Doliny Nicei), nowej, atrakcyjnej dzielnicy, położonej na zachód od centrum Nicei, największego miasta Lazurowego Wybrzeża – opowiada.

Dlaczego ten tekst reklamujący (ciekawe, czy tłumy Czytelników tego bloga rzucą się rezerwować sobie mieszkania) znalazł się tutaj. Dlatego, że mówi się, jak w tytule, o dialekcie dialektu. To jest temat.

A co nauka (i Wikipedia) na to?

Zacznijmy od jednostki wyższego rzędu, którą tu nazwano dialektem prowansalskim. To nie jest aktualna nazwa. Może nawet nigdy nie była. Mnie się podoba termin język prowansalski, ale dziś częściej mówi się o języku okcytańskim lub oksytańskim.
Nie mówmy więc o dialekcie dialektu (ani w tym przypadku o subdialekcie dialektu), lecz ewentualnie o miejskim dialekcie języka d’oc. Anglojęzyczna Wikipedia zaprasza, żeby od niej pohipertekstować.

 

 

Justyna Kowalczyk, Małopolanka na całego

Share

Nie lubię, gdy ktoś (czasem ja sam) sztucznie wywołuje jakieś regionalne formy językowe. Takim użyciom nie można w pełni wierzyć, mimo dobrych chęci. Pozwolę więc sobie na zacytowanie Pani Doktór* Justyny Kowalczyk, która pisała o lekcjach wychowania fizycznego.

Jedna z największych zagadek mojego dzieciństwa brzmiała: dlaczego część dzieci tak panicznie boi się WF-u? Dni, w których mieliśmy łączone dwie godziny, były dla nich katorgą. A dla mnie były fajniejsze od weekendów. Często wracałam do domu z krwawiącymi kolanami, guzami, rozdartymi spodniami. Przyjemność wymaga ofiar. Rodzice reagowali na to pobłażliwymi uśmiechami. A ja rzucałam plecak i przedłużałam na polu lekcje WF-u do wieczora. Gdy tylko pracy w gospodarstwie nie było i nie wpadła mi jakaś niechciana czwórka do dziennika, to mogłam się sportowo szlajać, ile chciałam. Tak, czwórka. Za czwórkę dostawałam w domu solidny ochrzan – i to bez względu na oceniany przedmiot. Najwięcej miałam ich z nieszczęsnej plastyki i techniki. Tego wyuczyć się nie dało.

O co chodzi? O na polu. Czyli na podwórku, koło domu, także trochę dalej, czyli rzeczywiście wśród pól. Małopolanki i Małopolanie wychodzą z domu na pole. Czy to Kasina Wielka, czy to Kraków.
* Dlaczego napisałem Pani Doktór? W Stołecznym Królewskim Mieście Krakowie lubi się tytuły. Nie z nadęcia, ale z szacunku. Dlaczego Doktór przez ó? Tradition! Dwa tygodnie temu słyszałem, jak takiej właśnie formy użył Jego Magnificencja Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. dr hab. med. Wojciech Nowak.