Archiwa kategorii: Kurpie

Kurs doskonalący dialektu kurpiowskiego

Share

Świadectwem zmian w sytuacji gwar i dialektów jest kurs, który uroczyście zakończył się niedawno w Kadzidle.

Lokalna, ukochana mowa nie jest „we władaniu” dialektologów, lecz została „odzyskana” przez lokalne elity. Nie jest traktowana jako relikt, lecz podejmowane są kroki ku jej rozwojowi. Jednym z takich kroków jest „ogarnięcie” jej stanu obecnego, dopracowanie wersji standardowej, aby nie spierać się o litery, zapis itp., ale rozwijać jej formę literacką.

O kurpiowskim „dialekcie literackim” mówi prof. Jerzy Rubach. Ponieważ jest anglistą, podchodzi do kurpiowszczyzny niestandardowo, czym budzi zdziwienie, a nawet sprzeciw przedstawicieli dialektologii bardziej tradycyjnej. Wierzę, że dyskusja mogłaby wiele kwestii wyjaśnić.

A oto doniesienie portalu eostroleka.pl. Cytuję je, żeby było wiadomo, kto i gdzie działa. Może uda się tam pojechać w lecie:

Kurs doskonalący z dialektu kurpiowskiego trwał od października 2014 roku. Raz w miesiącu odbywały się zajęcia w różnych miejscowościach gminy Kadzidło, która dzięki inicjatywie Dariusza Łukaszewskiego, wójta gminy jako pierwsza wprowadziła zajęcia regionalne w szkołach w Chudku, Wachu, Dylewie i Kadzidle.

Zajęcia kursu były prowadzone przez Henryka Gadomskiego, Tadeusza Greca oraz Mirosława Grzyba.
Uroczyste zakończenie kursu rozpoczęły występy dzieci z Kadzidła i Łęgu Starościńskiego przygotowane przez nauczycielki, które w kursie brały udział: Halinę Cichoń we współpracy z Małgorzatą Białczak oraz Beatę Brzeską we współpracy z Zofią Niechodą.
Podczas spotkania można było posłuchać wykładu prof. Jerzego Rubacha, autora książki „Zasady pisowni kurpiowskiego dialektu literackiego”.

A oto wyimek z książki, która pokazuje — zgodnie ze starą dobrą lingwistyczną tradycją — język na przykładzie Pater noster:

Zapis o ochronie gwar — trochę martwy, trochę nieadekwatny

Share

Nie uprawia się tu żadnych agitacji politycznych, ale ustawa jest aktem politycznym, a ja mam ochotę ją skomentować.
Podczas kongresu kociewskich regionalistów okazało się, że lepiej być w Polsce mniejszością narodową, etniczną lub członkiem społeczności posługującej się językiem regionalnym (Kaszubi), bo wtedy z innego ministerstwa dostaje się pieniądze i wsparcie na rozwój rodzimej kultury, w tym języka i piśmiennictwa.
Gdy się jest społecznością posługującą się „zwykłą” gwarą, jak Kociewiacy, to jest gorzej.

Regionaliści z Kociewia, Kurpiów i Borów Tucholskich narzekają na brak systemowego wsparcia w ochronie ich regionalizmów i gwar. W październiku 2014 roku, podczas spotkania w Maleninie (gm. Tczew), powstała wspólna rezolucja w tej sprawie. Zgłoszonym w niej problemom poświęcono posiedzenie senackiej Komisji Kultury i Środków Przekazu. – Własnymi siłami nie jesteśmy w stanie skutecznie przeciwdziałać zanikowi regionalizmów językowych i gwar oraz chronić naszej kulturowej tradycji – czytamy w dokumencie. Autorzy rezolucji apelują o wzmocnienie ustawowego zapisu o ochronie regionalizmów i gwar. Chcą też, aby każdy uczeń miał możliwość poznania gwary podczas nauki. Aby otrzymać na to wsparcie finansowe, trzeba się jednak najpierw znaleźć w gronie mniejszości objętych ustawą z 2005 r. (dziennikbaltycki.pl)
Jeszcze inaczej jest na Górnym Śląsku, o którym dość często się tu pisze.
Tam bowiem wiele osób jest „zmęczonych” kwalifikowaniem ich mowy jako gwary. Uważają, że to pojęcie nieadekwatne i deprecjonujące.
Ja bym proponował mimo wszystko nie obrażać się na taką kwalifikację, ale jeśli pojawia się poczucie pewnej jałowości, żądać najpierw stosowania aktualnie obowiązującego prawa. Ale o tym może gdzie indziej i kiedy indziej.