Miesięczne archiwum: Kwiecień 2017

Lachy czy Lachowie?

Share

Może teraz, gdy prezydentem jest Andrzej Duda, związany między innymi ze Starym Sączem, dotrze do szerszych mas ludności, jak to się nieraz mawiało, że w Sądeckiem istnieje i żyje, bynajmniej nie jako tylko ciekawostka, ludność rdzenna, najrdzenniejsza, bo przez sąsiednich Rusinów zwana Lachami. A Lach to Polak. Ba, może wręcz Po-Lach, jak niektórzy przypuszczali, inni zaś i dziś to głoszą. Może nawet Lecha legendarnego nigdy nie było, ale Lach — jest, i to nie jeden.

Gwara Lachów Sądeckich („stolicą” wiejską tego regionu jest Podegrodzie) ma swe odmiany, które trudno jest uchwycić i opisać, ponieważ obfituje w niespotykane w polszczyźnie ogólnej i wariantywne zarazem zjawiska z zakresu samogłosek, w tym tak zwanych nosowych. Przed drugą wojną światową Eugeniusz Pawłowski notował stan ówczesny. Dziś wiele się zmieniło. Nie mówię jednak o zaniku gwary, lecz o jej rozwoju!

Jednym z przejawów tego są konkursy gwarowe. Główny nazywa się Lachoskie Godonie. Objaśniam, że forma godonie, choć może dziwić innych Małopolan, a także Wielkopolan i Ślązaków, jest w regionie sądeckim prawidłowa. Tam staropolskie krótkie a przed spółgłoską nosową przechodzi w o. Dzieje się tak też w lachowskiej części powiatu Limanowskiego i w mowie Górali okolic Łącka (powiat sądecki, śliwowica) i Kamienicy (powiat limanowski, jakie tam specjały! przyjedźcie w niedzielę na konkurs komionickich śpiywek).
Wracajmy do Lachów. Odbył się konkurs w tym roku w Niskowej. Ciekawa relacja w lokalnym portalu sądeczanin.info. Proszę popatrzeć na stroje!


Lachy, Lachowie, Lasi?

A tytułowe pytanie nie jest proste. Ponieważ nazwy wielu tzw. grup etnograficznych pochodzą od przezwisk, tak, nie bójmy się tego stwierdzenia, to niejednokrotni pociągało to za sobą istnienie mianownika liczby mnogiej jakby deprecjatywnego — te Lachy, a nie ci — Lachowie lub Lasi. Pełen szacunek dla lokalnej kultury!

Dialektolog w drodze

Share

Podróże do najbardziej malowniczych zakątków Polski? Oczywiście! To właśnie robi dialektolog, gdy ma szansę udać się na badania.

Nie zawsze oczywiście te najbardziej malownicze zakątki są w folderach turystycznych, ale to już kwestia gustu. Z reguły też nie chodzi o wielkie miasta. Ale pisałem przecież, że zakątki, a zakątek to raczej jest niewielki ośrodek.
Pierwszym polskim dialektologiem, który zjechał kawał nieznanego sobie kraju — Górnego Śląska — był Lucjan Malinowski. Od człowieka do człowieka, od wsi do wsi, korzystając z pomocy miejscowej inteligencji, budząc podejrzenia władz.

Niewiele się właściwie zmieniło. Człowiek, który zamiast wziąć się do normalnej roboty, chodzi od domu do domu, wyszukuje starszych zwykle osób i chce z nimi rozmawiać — to nie jest całkiem normalne. Ludzie są jednak ludzcy, wyrozumiali, życzliwi. Zawsze się znajdzie ktoś, z kim da się zamienić parę słów. Chociaż godzinkę.
Tak jeździł Kazimierz Nitsch — trzeba by spisać miejscowości, w których był. Spis byłby długi.

Adam Sikora z Jabłonkowa — krawiec i poeta — rozmawia z K. Nitschem (zapisującym jabłonkowską gwarę)

A my dzisiaj? Ależ tak. Jeździ się. A oprócz tego siedzi dialektolog w internecie i wyszukuje informacje przydatne do naukowego myślenia o języku.