Miesięczne archiwum: Luty 2017

Dialektologia a eschatologia 11 lutego

Share

Niby dwie sprzeczne perspektywy — dialektologia zajmuje się językowym tu i teraz, ściśle się wiąże z ziemią, z konkretnym terytorium i obecnym czasem, lubi badania terenowe; eschatologia zaś zajmuje się rzeczywistością poza czasem lub po końcu czasów, poza ziemią, w rzeczywistościach ostatecznych, zwanych niebem i piekłem.

Perspektywy te połączył Marek Szołtysek, znany rybnicki pisarz, autor poczytnych książek o Górnym Śląsku w rozmaitych kontekstach historycznych i kulturalnych, występujący w mediach, gdzie zapoznaje widzów, słuchaczy i czytelników z regionalnymi ciekawostkami, dumny absolwent KUL. Szerokie spektrum jego działalności wydawniczej i medialnej można poznać z jego strony internetowej.

Dziś jednak pragnę zwrócić uwagę na jego tekst o Bernadetcie Soubirous, której się w  1858 roku opodal Lourdes objawiła Pani. „Bernadka dzieweczka, szła po drzewo w las…” — jak głosi w wielu językach pieśń lurdzka. I tu zaczyna się kwestia językowa. Bowiem

Matka Boska powiedziała: Ja jestem Niepokalane Poczęcie, ale nie wypowiedziała tego w oficjalnym ogólnopaństwowym języku francuskim – Je suis l’Immaculee Conception, ale właśnie w używanej w Lourdes gwarze bigourdan i zabrzmiało to następująco – Que soy era Immaculada Councepciou. [Źródło]

Gwara bigourdan? Cóż to takiego? We Francji, która uprawia unifikacyjną politykę językową, rzadko wspomina się o obywatelach zamieszkujących jakieś tereny od wieków, a na co dzień bynajmniej nie mówiących po francusku według paryskiego i szkolnego wzorca. Pirenejski region Bigorre należy do językowego obszaru okcytańskiego (inni piszą: osytańskiego), bliższego językowi katalońskiemu, jeśli wolno takie porównania snuć (w blogu wolno). W tym dużym obszarze region Lourdes włączany jest do dialektu gaskońskiego, a mowę mieszkańców Bigorre można, stosując polskie pojęcia, nazwać gwarą. Najciekawszym pisarzem tamtego regionu był Miquèu de Camelat. Można o nim poczytać w okcytańskiej Wikipedii.

Marek Szołtysek idzie jednak dalej. Zachowanie językowe objawiającej się Postaci ekstrapoluje na relacje komunikacyjne w rzeczywistości określanej mianem nieba.

Można też wnioskować, że skoro Matka Boska mówiła w pirenejskiej gwarze bigourdan, to w niebie mówi się po pirenejsku, i wszystkimi innymi językami, dialektami, etnodialektami, gwarami i narzeczami świata, czyli po śląsku też.

Nie miałem okazji skonsultować tego z teologami, ale obawiam się, że główna ich narracja brzmi, że w niebie przekleństwo wieży Babel, pomieszanie języków, zostanie pokonane, a komunikacja będzie się odbywać na poziomie czysto duchowym/intelektualnym, pojęciowym, a nie za pomocą ziemskich języków. Jeśli jednak dobrze rozumiem spekulację rybnickiego polihistora, szedłby on drogą taką: skoro istnieje rzeczywistość cielesna w niebie (ciało uwielbione), to może i języki te najbardziej nasze, bliskie i zrozumiałem istnieją, lecz nie w konflikcie z innymi, bo nie stanowią bariery, tylko są jedną z cech, które człowiek zabiera do nieba z ziemi.


Piszę to w Bukowinie Tatrzańskiej podczas Góralskiego Karnawału. Jeśli w niebie panować będzie językowa pojednana różnorodność, to pół biedy. Tymczasem jednak wydaje się, że wszyscy tu są przekonani, włącznie ze mną, że Święta Rodzina, a co dopiero pasterze, raczej mówili po góralsku, z pewnymi cechami ogólnostaropolskimi.