Miesięczne archiwum: Styczeń 2017

Po nartach na kulturę. Bukowina i Krempachy

Share

Kto jest na zimowych wywczasach w góralskich lasach, to jest na kwaterach, w pensjonatach, hotelach czy agroturystykach, nie musi szusować do zamknięcia stoków. Mam dziś dwie propozycje kulturalne, oczywiście związane z dialektologią, a w ściślejszym sensie z gwarą prezentowaną na scenie.

Bukowina Tatrzańska (Podhale)

19 stycznia na scenie Bukowiańskiego Centrum Kultury „Dom Ludowy” (przez warszawiaków chyba zwanego „ludówką”) będzie można obejrzeć występ zespołu „Zawaternik” z Leśnicy-Gronia.

A co znaczy słowo zawaternik? Spytajcie na miejscu. Związek z watrą wydaje się wyraźny, więc harcerze już powinni kojarzyć.

Krempachy (Spisz)

Krempachy (tak wpiszcie do GPS) to miejscowość w sąsiednim regionie — na Spiszu. Tamtejsza gwara góralska różni się od podhalańskiej zakończeniem czasowników na –uwać, a nie –ować i wyrazistym końcowym –f, tam gdzie w większości gwar podhalańskich jest –(szczegóły geograficzne w artykule Zbigniewa Gołąba) w miejscu ogólnopolskiego –ch. Może też da się usłyszeć prawdziwe ł. Zresztą, wybiercie sie 28 stycnia (januara) do Krympof, to usłyszycie. Oprócz krotochwili z życia małżeńskiego nie bez elementów manipulacji i metafizyki (samo życie!) będzie można obejrzeć popisy taneczne zespołu regionalnego „Zielony Jawor”. I weźcie jaki dudek, coby go rucić do kapelusa (honorarium dla artystów i organizatorów jest także sprawą honoru Gości — tłumaczenie międzykulturowe).
Zielony Jawor, Hartazel na babe

Ten hartazel to rodzaj medeciny, choć dosłownie… (spytajcie Gazdów, u których mieszkacie), a i w Krympachaf  chętnie Wam powiedzą.
Męskie rozterki są uniwersalne. Pani Maria Wnęk tak je opisuje:

Ej to świyntom  prowde chłopy godajôm,
Ze bez baby źle, ale z babôm, jesce gorzyj majôm.


Narciarze i Zimnicy (zimowa odmiana letników)! Zachęcam. Po nartach na kulturę ludową, a potem kultura biesiadna czy co tam chcecie.

Podhale. Zbigniew Gołąb inspiruje

Share

Tak wiele napisano o Podhalu, że aż nie wiadomo, gdzie szukać, co jest aktualne, a co przepisane z nieznanego przyczynku z końca XIX wieku. Dotyczy to wszelkich dziedzin, opisów przyrodniczych, życia codziennego i odświętnego ludzi. Język jest bytem, który kulturę przenika i wyraża. Przypomnijmy dziś artykuł Zbigniewa Gołąba (1923–1994), opublikowany w roku 1954, pt. O zróżnicowaniu wewnętrznym gwary podhalańskiej:

Omówił fonologię, fleksję i słownictwo. Zróżnicowanie pionowe i poziome gwary. Opisał problemy, sprawdził, podał przykłady. To praca wzorowa i inspirująca. Sądzę jednak, że czas sprawdzić, jak dziś (z uwzględnieniem zróżnicowania pokoleniowego ludności) wygląda na przykład strefa graniczna daf byłek i wyrównania w odmianie czasowników: pasiemypasemy (a gdzie końcówką pierwszej osoby jest -e).
Najciekawsza jest mapa:

Zróżnicowanie gwary podhalańskiej wg Zbigniewa Gołąba

Zbigniew Gołąb opisał także różnice w słownictwie. Obawiam się, że dziś trudno byłoby je wszystkie zbadać, bo wiele przedmiotów wyszło z codziennego użycia. Być może też doszło do jakiejś uniformizacji, ale też mogły powstać nowe różnice w formie i użyciu nazw różnych przedmiotów. Powstaje wielki leksykon podhalański Józefa Kąsia, ale słownik nie jest atlasem językowym, więc takie geograficzne przedstawienie problematyki ma sens. Proszę spojrzeć:

Do kogo te apele? Liczę na to, że współcześni świadomi swej mowy Podhalanie sami zrobią tabelkę / bazę danych / kwestionariusz i przynajmniej kwestie opisane przez Gołąba ponad 60 lat temu sprawdzą na nowo — u siebie i swoich rodziców oraz ujków ciotek.


A dlaczego pojawił się przy tym wpisie tag działacze podziemia? Bo Gołąb miał niebanalny życiorys i cudem przeżył. Dwa razy. W 1944 r. aresztowali go Niemcy. Siedział pół roku i uciekł z transportu (czekał go zapewne jakiś „marsz śmierci”, jeśli nie egzekucja) tuż przed zajęciem Krakowa przez Armię Czerwoną (więc tekst jest poniekąd rocznicowy). Nie wiemy dokładnie, gdzie i z kim konspirował po wojnie. W każdym razie, wzorem wielu podejrzanych dla nowego reżimu, udał się na Ziemie Odzyskane. We Wrocławiu zdołał skończyć studia, ale w 1948 aresztowany został przez UB i w więzieniu spędził rok. Nie wiem, dzięki czemu wyszedł na wolność (byt pozawięzienny). Był nieprzeciętnie zdolny, więc mimo szykan zrobił doktorat. Artykuł zaś, o którym piszemy, powstał, gdy pracował jako nauczyciel w Muszynie.