Miesięczne archiwum: Lipiec 2016

Po mazursku

Share

Wstrząsa mną prostota, a zarazem rzetelność tej opowieści. Głównie dlatego, że jest to jak głos ze świata, którego nie ma. Nie ma bowiem poza nielicznymi miejscami i chwilami świata mazurskojęzycznego na terytorium Mazur. Historia niszczenia Mazurów przez ideologie totalitarne i nacjonalizmy, przez wojnę — wyzwoleńczą i morderczą — oraz emigrację i dekompozycję tożsamości grupowej, zmianę języka, jest bolesna i złożona. Dlatego słucham opowieści o szyciu spodni z zainteresowaniem nie tylko językoznawczym. Posłuchajmy, co zamieścił na swoim kanale YouTube Sławomir Szymankiewicz.

Pozwolę sobie zwrócić uwagę łaskawych Czytelników na kilka zjawisk językowych z początkowego fragmentu opowiadania.

Jakem buksy jenym sewkem suł. W caszie wojn-i ni mozna b-iło kupsieć ni sukna…

1) mazurzenie: sewek, cas, mozna
2) inna niż standardowa polska wymowa y: wojn-i
3) odpowiednik polskiego ś jest raczej zmiękczonym sz: caszie
4) asynchroniczna miękkość spółgłosek wargowych: kupsieć

Mam nadzieję, że niczego nie przekłamałem, bo jednak pewniej słyszę to, co na południe od Warszawy.

Od świętej Anki zimne wieczory i ranki

Share

Święta Anna w języku i kulturze katolickich mieszkańców Polski istnieje dość mocno. Istnieją znane i znaczne kościoły pod jej wezwaniem, na przykład uniwersytecka kolegiata w Krakowie
IMG_20160503_154912

Językowo interesujące jest to, że w dialektach początkowa (nagłosowa) samogłoska [a] poprzedzana bywa protetycznym, ułatwiającym wymowę szczelinowym tylnojęzykowym dźwiękiem, czyli h, ale przez niektórych wymawianym bezdźwięcznie. Stąd Hanna i Hanka.

Świyntojajńskŏ mołwa

Na Górnym Śląsku Reinhold Olesch, który w latach 30. XX wieku nagrywał miejscowych ludzi, zanotował formę: świyntojajńskou, czyli że głoska a w imieniu Anna została poprzedzona jotą, a przed ń miękkość antycypacyjna także w postaci joty się wyodrębniła. Spróbujemy ten fragment tekstu przepisać we współczesnej ortografii śląskiej:

Za era, hōnōri szczejściy se to licza, że tu na tym miejscu mogã w moi świyntojajński tak ôd sōmsiednich ludzi inszygo dijalektu zgardzōnōm mołvõ jako w jei ôbrōnie tu rzōndzić, bo zaprŏdy to jes tak: ludzie polscy z gōr, tã z tych smandōw ôd Bytōnia przezywajõ nŏs Bandziochy i Hanŏki. Ci ôd Ôpolo, co my ich nazywōmy Kryjsiŏki, zajś padajõ — jagech dopiyro w ôstatńyń* czajsiej sie dowiedzioł — na nŏs Kobylŏrzy, zajś ci za Ôdrõ, my padōmy na nich Bajŏki, zajś nŏs przezywajõ Bryjŏrzy. I z tygo biera tyn wznōsek, że niyma miedzy tymi ludźmi rozmajtygo polskygo dijalektu żŏdnej braterskej miyłojści […] Choć ci gōrnoślynscy ludzie pospołu, coj sie tyczy mołwy, sobie nie przajõ, ale wszyjscy jednak tã Gōrã naszã czczõ i wiele mogõ ôdwiydzajõ, tak że co rok wiync-i jak sto tysiync-i ze wszyskich ôkolic Gōrnygo Ślōnska tam przichodzõ. A czamu to? Ja, bo na ti naszy Gōrze Świynty Anny znejdzie każdi co szukŏ, te zdrowiy na duszy i na ciele.

Mam w zasadzie, że taka transkrypcja nie fałszuje, lecz ułatwia.
* — tu by się mogło przydać nosowe y.

St. Annaberg - Bolczyk 1927