Miesięczne archiwum: Wrzesień 2013

Gwara bydgoska — uwagi, pytania, sprostowania

Share

Bydgoska Gazeta Wyborcza rozmawia z młodym miłośnikiem i popularyzatorem gwary bydgoskiej Damianem Karaszewskim.

Ale najlepszym efektem i impulsem zarazem jest sprzężenie pamięci pokoleń starszych i dynamizmu oraz usieciowienia pokolenia młodszego. Dzięki temu dostajemy nowe słowa lub mocne, pozaliterackie potwierdzenie znajomości słów już niegdyś notowanych:

Który z maili od internautów zrobił na tobie największe wrażenie?

– List od pani Danuty, starszej kobiety, która zna naprawdę mnóstwo gwary, właściwie to pisała mi wspomnienia gwarą, którą pamięta z dzieciństwa, czyli okresu powojennego. Przeczytam kilka zdań od niej: “W kuchni był szelbąg (szafka), zydel (krzesło), ruczka (taboret). Stała też centrofuga (do oddzielania mleka i śmietany) oraz w kiżance robiono masło. Garnek był przykryty deklem (przykrywką), a na durszlaku (cedzaku) stały nudle (makaron). Mania heklowała i sztrykowała jaczki (szydełkowała i wiązała na drutach kaftaniki). Babcia lubiła rajzować (podróżować), a Bronia klaftować (plotkować). Jadzia na głowie miała krużawe klatry (kędzierzawe włosy). Lucek zmarł na herszlag (zawał). W oknie były gardinki (firanki). Janek nafutrował (nakarmił) zwierzęta i miał fajrabent (wolne)”.

Niesamowite. Ale bez tłumaczenia nie zrozumiałabym połowy. 

– Coraz więcej takich słów. Perpentynkiel, czyli wahadło, plachandrować, czyli włóczyć się bez celu, czy lajsnąć – pozwolić sobie na coś, szarpnąć się – tak mówiły nasze babcie, my – już nie.

Lokalna duma to rzecz ważna, ale to nieprawda, że bydgoszczanie chodzą do sklepu za winklem. Podobnie nie tylko w Bydgoszczy łapie się taryfę.

Śmiało jednak polecam lekturą wyżej podlinkowanego wywiadu.

Ciekawy jest quiz, zamieszczony również na stronach Gazety.

Oczywiście wart uwagi jest też blog pana D. Karaszewskiego.

Akcja „Zapomniane Śląskie Słowa”

Share

Seniorzy z Pszowa i okolic przyjemnie i pożytecznie spędzają część swego wolnego czasu.

Można o tym przeczytać w Dzienniku Zachodnim.

Także piszący te słowa, zainteresowany i pozytywnie zaskoczony, że w akcji o niewielkim przecież zasięgu, znajdują się i potwierdzają swą żywotność słowa niezbyt częste, o ograniczonym zasięgu, będące świadkami historii Górnego Śląska i kontaktów językowych między dialektami i językami na terytorium i na pograniczach regionu, został zapytany przez Dziennik Zachodni i się wypowiedział:

Czesak: Śląski to żywy język i dobrze rokuje.