Justyna Kowalczyk, Małopolanka na całego

Share

Nie lubię, gdy ktoś (czasem ja sam) sztucznie wywołuje jakieś regionalne formy językowe. Takim użyciom nie można w pełni wierzyć, mimo dobrych chęci. Pozwolę więc sobie na zacytowanie Pani Doktór* Justyny Kowalczyk, która pisała o lekcjach wychowania fizycznego.

Jedna z największych zagadek mojego dzieciństwa brzmiała: dlaczego część dzieci tak panicznie boi się WF-u? Dni, w których mieliśmy łączone dwie godziny, były dla nich katorgą. A dla mnie były fajniejsze od weekendów. Często wracałam do domu z krwawiącymi kolanami, guzami, rozdartymi spodniami. Przyjemność wymaga ofiar. Rodzice reagowali na to pobłażliwymi uśmiechami. A ja rzucałam plecak i przedłużałam na polu lekcje WF-u do wieczora. Gdy tylko pracy w gospodarstwie nie było i nie wpadła mi jakaś niechciana czwórka do dziennika, to mogłam się sportowo szlajać, ile chciałam. Tak, czwórka. Za czwórkę dostawałam w domu solidny ochrzan – i to bez względu na oceniany przedmiot. Najwięcej miałam ich z nieszczęsnej plastyki i techniki. Tego wyuczyć się nie dało.

O co chodzi? O na polu. Czyli na podwórku, koło domu, także trochę dalej, czyli rzeczywiście wśród pól. Małopolanki i Małopolanie wychodzą z domu na pole. Czy to Kasina Wielka, czy to Kraków.
* Dlaczego napisałem Pani Doktór? W Stołecznym Królewskim Mieście Krakowie lubi się tytuły. Nie z nadęcia, ale z szacunku. Dlaczego Doktór przez ó? Tradition! Dwa tygodnie temu słyszałem, jak takiej właśnie formy użył Jego Magnificencja Rektor Uniwersytetu Jagiellońskiego prof. dr hab. med. Wojciech Nowak.